Blog poświęcony historii, teraźniejszości i przyszłości Radomia
Kategorie: Wszystkie | gospodarka | historia | kultura | nauka | polityka
RSS
sobota, 31 grudnia 2011
Nowy Rok 2012

Wszystkim Czytelnikom mojego bloga życzę szczęśliwego Nowego Roku.

Romuald K. Bochyński

20:31, radom-21
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 kwietnia 2011
Alleluja!

Wszystkim czytelnikom mojego bloga życzę spokojnych i radosnych Świąt Wielkanocnych.

Romuald K. Bochyński

13:59, radom-21
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 kwietnia 2011
110 lat elektryczności w Radomiu Narodziny nowoczesnego miasta

Niepostrzeżenie, bez żadnej wzmianki w mediach,  przemknęła okrągła 110. rocznica uruchomienia miejskiej elektrowni. Dokładnie 15 marca 1901 roku o godz. 8 wieczorem. światło elektryczne rozbłysło na radomskich ulicach.

To bardzo ważna data w dziejach naszego miasta. Radom wkroczył w XX wiek jako jedno z pierwszych miast (wyprzedził Warszawę!) w Polsce, które na skalę przemysłową zaczęło wykorzystywać energię elektryczną. Potrafił w krótkim czasie zastosować najnowsze zdobycze techniki, które bez wątpienia okazały się czynnikiem sprzyjającym szybkiemu rozwojowi miasta. Od tej daty rozpoczyna się historia Radomia nowoczesnego.

Niestety, ten ważny fakt, wogóle nie jest wykorzystywany w celach promocyjnych. A szkoda.  Promocja miejscowego dziedzictwa przemysłowego,  tradycji w tym zakresie jest dzisiaj bardzo ważna. Z pewnością pomogłaby zmienić obecny wizerunek miasta.

Ówcześni radomianie byli świadomi, że dokonuje się rewolucja cywilizacyjna w mieście, która wprowadzi bardzo duże zmiany w życiu codziennym mieszkańców. Z upowszechnieniem zastosowania energii elektycznej wiązali duże nadzieje (i słusznie) na szybki rozwój miasta, przede wszystkim przemysłu i rzemiosła.Z okazji otwarcia elektrowni znana radomska drukarnia Trzebińskiego wydała okolicznościowe karty pocztowe.

Sama zaś elektrownia została wybudowana i uruchomiona przez rosyjską firmę „Union”, na mocy koncesji udzielonej przez miasto. Początkowo wytwarzała prąd stały o napięciu 550 V i natężeniu 118 A, co dawało moc zaledwie 65 kilowatów. Była w późniejszych okresach wielokrotnie modernizowana. Swoją funkcję nieprzerwanie pełniła ponad pół wieku. Na początku lat 1960., kiedy produkcja energii elektrycznej w tym zakładzie stała się nieopłacalna ekonomicznie, elektrownia została przekształcona w lokalną ciepłownię. Od 2005 roku budynek stał się siedzibą Mazowieckiego Centrum Sztuki Wspólczesneji, która wyraz „Elektrownia” ma w swojej nazwie, co nawiązuje do jego dawnej, industrialnej, funkcji. Od grudnia ubiegłego roku jest on remontowany i rozbudowywany na nowoczesne interdyscyplinarne centrum sztuki. Prace budowlane, zgodnie z przyjętym harmonogramem, zakończą się na jesieni 2012 roku.

Obie elektrownie łączy też … prąd elektryczny, dosłownie i w przenośni. W  zbiorach Centrum znajdują się też dzieła, które nie mogą funkcjonować bez elektryczności. Doskonale odzwierciedlają zastosowanie nowych technologii w sztuce. W kolekcji znajdują się m.in. prace zapisane na nośnikach elektronicznych, niebieski neon, zdemontowany na okres remontu, który przez dwa lata świecił na fasadzie budynku, a także zakupiony w ubiegłym roku obraz Zbigniewa Gostomskiego, w którym artysta wykorzystał rurki neonowe.

 

czwartek, 17 marca 2011
Radomska kultura 2010. Sukcesy i porażki

Czas płynie nieubłaganie. Od ostatniego wpisu na blogu minęło równo półtora miesiąca. Przepraszam wiernych Czytelników za tak długą przerwę, ale liczne obowiązki zawodowe i inne były powodem chwilowej przerwy w pisaniu.

Jak już wcześniej mówiłem, chciałbym podsumować mijający rok w radomskiej kulturze. Spróbuję zatem, w sposób całkowicie niedemokratyczny, wybióczy i arbitralny, dokonać przeglądu wydarzeń kulturalnych i wskazać na hity (kusi mnie, aby wytknąć palcem kity).

Kiedyś, jak jeszcze ukazywał się Wojewódzki Informator Kulturalny "Kontakt" (jego  kontynuatorem jest "Miesięcznik Prowincjonalny", tytuł niestety w tym przypadku trafnie odzwierciedla zawartość pisma), to zaraz na początku roku, w styczniu lub lutym, publikował listę najciekawszych wydarzeń kulturalnych minionego roku. Taki swoisty ranking.

Nie chciałbym, aby formuła rankingów i plebiscytów zdominowała i warunkowała społeczne postrzeganie wydarzeń kulturalnych, co może doprowadzić do wielu przekłamań i nieporozumień, ale warto, jak sądzę, pokusić się o skonstruowanie listy wydarzeń ważkich, o znaczeniu ponadlokalnym, aby w ten sposób również docenić pracę i zaangażowanie wielu osób i instytucji.

Rozpocznę od sztuk plastycznych. Bez wątpienia, ważnym wydarzeniem była wystawa kolekcji znanej krytyk Bożeny Kowalskiej w radomskiej "Elektrowni", która to instytucja wydała też kilkusetstronicowy album. Wystawa potem była prezentowana w Bielsku-Białej i Katowicach. Album dość dobrze sprzedaje się w najlepszych księgarniach artystycznych w kraju. Dość udana była także wystawa artystów związanych z renomowaną poznańską galerią AT. Ekspozycja niejako zamykała działalność  "Elektrowni" w starym budynku przy ul. Kopernika 1, która na czas remontu jej docelowej siedziby przeniosla się na Domagalskiego 5, gdzie kontynuuje swoją aktywność. Na uwagę zasługuje też spora liczba wydanych publikacji, których poziom jest jeszcze dość zróżnicowany.

A teraz mała niespodzianka. Rzecz nie o Radomiu, ale o Orońsku, konkretnie o Centrum Rzeźby Polskiej, mam nadzieję, bardzo dobrze radomianom znanym. Z pewnością najważniejszym wydarzeniem minionego roku w tej instytucji był polsko-norweski plener pod nazwą Outside In/Inside Out,oraz wystawa poplenerowa i krótkie sympozjum. Centrum wydało dużą publikację, dokumentującą to ciekawe wydarzenie. Warto tutaj przypomnieć, że projekt doszedł do skutku, dzięki uzyskaniu grantu w ramach Norweskiego Mechanizmu Finansowego.

To była dobra wystawa. Polscy artyści nadali jej ton. I "radomski" akcent całego wydarzenia. Otóż jedna z akcji artystycznych rozgrywała się w przestrzeni naszego miasta. Uczestnicy projektu rok wcześniej gościli w Radomiu, zwiedzali środmieście, złożyli też kurtuazyjną wizytę w Urzędzie Miejskim.

A skoro przy wystawach jesteśmy.. Tym razem wystawa bardzo mocno związana z Radomiem i jego historią, zorganizowana przez miejscowe Muzeum z okazji 650-lecia fary. Typowa wystawa historyczna, na której pokazano wiele cennych, niekiedy unikatowych eksponatów. Co ważne, kuratorom udało się wpisać tę miejscową, radomską historię, w znacznie szerszy kontekst dziejowy.

Z innych dziedzin kultury. Na wielkie uznanie zasługuje płyta Radomskiej Orkiestry Kameralnej "Grażyna Bacewicz: Utwory na Orkiestrę Kameralną vol. I" , nominowana do International Classical Music Awards 2011. To duży sukces. Cieszy, że orkiestra w stosunkowo krótkim czasie osiągnęła liczącą się w kraju pozycję.

Z mieszanymi uczuciami natomiast oceniam kolejną edycję Festiwalu Gombrowiczowskiego. Dobrze, że się odbył. Wydaje mi się, że nadchodzi czas na zmianę jego formuły  Chyba też organizatorzy nie wykorzystali  możliwości "obudowania" imprezy głównej, wydarzeniami towarzyszącymi.

I na koniec dobre wiadomości. Tym razem: infrastruktura. Ruszył remont "Elektrowni" i oddano do użytku wielką i nowoczesną szkołe muzyczną, z wielką salą koncertową z doskonałą (podobno) akustyką.

I drobiazg, ale ważny - Radomski Informator Kulturalny. Niezła szata graficzna, czytelny układ informacji. Chyba trochę kuleje dystrybucja i pronocja. Ale kierunek zmian dobry. Oby jak najszybciej stał się skutecznym narzędziem marketingu miejscowej kultury.

I jeszcze jedno, Cztelnicy mogą się poczuć rozczarowani. To już koniec? A gdzie porażki, gdzie kity, gdzie, jak mówi młodzież, wtopy?

Kultura jest delikatną rośliną, która wymaga stałej i troskliwej pielęgnacji. W tym roku tylko o sukcesach. Ale w następnym...

A na koniec chciałbym podziękować wszystkim ludziom kultury za codzienną pracę, często w trudnych warunkach i niesprzyjających okolicznościach. Na przekór trudnościom.


wtorek, 01 lutego 2011
Rewitalizacja. Nagła.

Dzisiejsza "Gazeta Wyborcza" opublikowała aż dwa apele. Pierwszy z nich to list  otwarty grupy Radomian (lista pod apelem) o pilną renowację radomskiego tzw. zamku, gdyż "jego stan techniczny budzi poważne obawy o bezpieczeństwo przebywających w nim osób" - jak piszą autorzy listu.

Drugi apel skierowany jest do Prezydenta naszego miasta o pilną renowację Placu 72 Pułku Piechoty i stojącego na nim mauzoleum Dionizego Czachowskiego - bohatera powstania styczniowego. Za dwa lata będziemy obchodzić 150 rocznicę wybuchu tego patriotycznego zrywu.

Zaskakują mnie postulaty autorów listu o "rewitalizację" tzw. zamku (de facto są to relikty wzniesionego w XIV stuleciu zamku królewskiego). Oczywiście, że historia tej budowli była długa i burzliwa, że zamek radomski był sceną wielu ważnych dla naszej historii wydarzeń. Oczywiste jest zatem, że wymaga, jako zabytek, specjalnej troski. Oczywiste jest też, że zamek mógłby stać się ważnym miejscem, ale w nowej funkcji niż dotychczasowa, na mapie rewitalizowanego Miasta Kazimierzowskiego.

Ze zdziwieniem natomiast czytam, że oto należy zamek ...zrekonstruować! I basta!

Gdyby taki postulat wysunęła grupa żaliwych lokalnych patriotów, będących laikami w dziedzinie architektury i sztuki, to oczywiście machnąłbym ręką. Ale pod apelem podpisały się także osoby, które laikami w tych dziedzinach nie są. Powraca znowu temat rekonstrukcji. Rok temu głośno było o tzw. rekonstrukcji Bramy Krakowskiej. Pomysł zmiażdżony przez opinie ekspertów. Nie można rekonstruować czegoś, o czym się dokładnie nie wie, jak wyglądało. Nie zachowały się żadne przekazy ikonograficzne. Można natomiast na miejscu Bramy wybudować obiekt, który powinien prowadzić swoisty dialog z miejscem, jego historią i otoczeniem. Na szczęście, terminu "rekonstrukcja" w odniesieniu do Bramy nikt rozsądny już nie używa.

Obawiam się, że znowu nastąpiło pomieszanie pojęć. Zgadzam się z autorami listu, że treba reagowac w przypadku zagrożenia zabytku. Ale warto też pamiętac o faktach.

1. W świetle prawa, za właściwy stan zabytku odpowiada jego właściciel lub użytkownik

2. Konieczne jest w przypadku zagrożenia sporządzenie ekspertyz.

3. Plany remontów i konserwacji muszą byc uzgodnione z konserwatorem zabytków.

List ten, niejako przy okazji, ujawnia kilka ważnych kwestii, wymagających pilnego rozstrzygniecia:

1. Jaka ma być w przyszłości funkcja obiektu?

2. Kto ma być właścicielem obiektu? Parafia, miasto, województwo, państwo?

3. Kto wyłoży fundusze na niezbędne remonty i konserwacje?

4. Kto zapłaci za kontynuowanie badań?

5. Kto zapłaci za opracowanie programu zagospodarowania obiektu?

I na koniec, jeszcze tylko jedna uwaga: ewentualny program odnowy i konwersji funkcji zamku powinien być ściśle związany z koncepcją zagospodarowania Miasta Kazimierzowskiego. Jest taka?

Proponuję zatem, mniej mitologii, więcej konkretnej pracy. Oczywiście dostregam też pozytywny wydżwięk tego apelu. z pewnością zwróci on uwagę społeczeństwa i władz na koniecznośc większej dbałości o miejscowe dziedzictwo historyczne.

Drugi list i drugi apel. Prośba o renowację Placu. bardzo konkretna. Zostały przecież dwa lata do okrągłej rocznicy wybuchu powstania. Co zatem treba zrobić? Dokonać renowacji Placu, przecież to proste. A co to znaczy w praktyce?

Kto i za co, według jakiej koncepcji miałby się tym zajmować? Właśnie, jakiej koncepcji? Bo plac, to nie tylko sama powierzchnia, którą można pozamiatać lub wyrównać. To także pewna urbanistyczna struktura.

Szanowni Państwo, autorzy i sygnatariusze listów i apeli. Doceniam Państwa zaangażowanie i troskę o stan zachowania dziedzictwa kulturowego naszego miasta. Proponuję jednak, aby rozpocząć poważną debatę publiczną, a nie lpubliczną licytację nie zawsze trafionych pomysłów. Jestem gotowy zarówno do merytorycznej dyskusji, jak i przede wszystkim konkretnej pracy.



piątek, 28 stycznia 2011
Jaka przyszłość Radomia?

Dzisiaj o raporcie dotyczącym kondycji 11 największych miast Polski, przygotowanym przez renomowaną firmę PwC. Zainteresowanych szczególami odsyłam na stronę http://www.pwc.com/pl/pl/wielkie-miasta-polski/index.jhtml, gdzie całość raportu jest opublikowana.

Dokument jest niezwykle interesujący i pouczający. Autorzy skupili się na analizie siedmiu kapitałów, które według nich decydują o kondycji miasta i perspektywach jego rozwoju. Są to:

  • Kapitał Ludzki i Społeczny (KLS) określa jakość zasobów ludzkich, którymi dysponuje miasto. W grę wchodzą wiedza i kwalifikacje pracowników, struktura demograficzna (miasta o starzejącej się ludności charakteryzują się mniejszą dynamiką rozwojową od miast „młodych”), aktywność społeczna mieszkańców.
  • Kapitał Kultury i Wizerunku (KKW) pokazuje, w jaki sposób miasto jest postrzegane: czy jako miejsce interesujące i atrakcyjne, czy jako kulturowa pustynia. Im lepszy wizerunek, tym łatwiej przyciągnąć do miasta inwestorów i pobudzić aktywność mieszkańców.
  • Kapitał Jakości Życia (KJZ) mówi, jakie warunki życia i pracy oferuje miasto. Na ten kapitał składają się stan środowiska naturalnego, poziom opieki zdrowotnej, jakość instytucji edukacyjnych oraz poczucie bezpieczeństwa.
  • Kapitał Techniczny i Infrastrukturalny (KTI) określa szeroko rozumianą infrastrukturę, którą posiada miasto: zasoby mieszkaniowe, drogi, środki transportu, ale również centra handlowe, bankomaty i internet.
  • Kapitał Instytucjonalno-Demokratyczny (KID) pokazuje sprawność funkcjonowania instytucji miejskich (władz i administracji) oraz obserwowaną aktywność społeczeństwa obywatelskiego.
  • Kapitał Atrakcyjności Inwestycyjnej (KAI) mówi nam o tym, jak silnym magnesem jest miasto w zakresie przyciągania inwestorów, zarówno zagranicznych, jak i krajowych.
  • Kapitał Źródeł Finansowania (KZF) określa, w jakim stopniu miasto jest w stanie znaleźć środki pieniężne niezbędne do sfinansowania rozwoju

Autorzy raportu kończą analizę każdego miasta wnioskami. Pokazują jego mocne strony, a przede wszystkim główne wyzwania.

Lektura dokumentu, jak wspomniałem, jest bardzo pouczająca.  Chciałbym, aby w oparciu o tę metodologię powstał raport o kondycji Radomia. Wskazałby na nasze silne strony i ukazałby bardzo wiele zagrożeń. Świadomość właśnie wyzwań, zagrożeń, ale także i szans jest kluczowa dla opracowania właściwej strategii rozwojowej.

Na łamach miejscowej "Gazety Wyborczej"  toczy się, dość leniwie, dyskusja wywołana przez publikację, ważną i cenną,  Emiliana Szczerbickiego, o radomskim ekonomicznym okrągłym stole, podyktowaną zatroskaniem autora o przyszłość naszego  miasta. Obawiam się, że sposób postrzegania problemu (a jest to kluczowy problem) przez Pana Szczerbickiego jest jednak nieco zawężony przez majoryzowanie czynnika  gospodarczego.

Mam nadzieję, że autor wspomniany raport czytał.

Gorąco wszytskim polecam lekturę dokumentu.

A wnioski? Konieczność pilnej budowy nowej strategii Radomia w oparciu o zupełnie inne przesłanki i metodologię. Nastał czas ekspertów. Oni powinni tę strategię wykonać. I z pewnością zapytają nas o zdanie.

A już niebawem.. HIT, czyli radomskie TOPY i WTOPY minionego roku. Będzie ciekawie i bardzo gorąco. Kontrowersyjnie.


 

środa, 26 stycznia 2011
Podróże kształcą, odcinek ostatni

Uzupełnienie

Tak jak obiecałem, dzisiaj dokończę relacje z moich podróży. Ale, tytułem uzupełnienia do wczorajszego wpisu, a konkretnie fragmentu dotyczącego sztuki publicznej, chciałbym napisac kilka słów o ważnym wydarzeniu, jakie odbyło się w ubiegłym roku w Centrum Rzeżby Polskiej w Orońsku. Był to polsko-norweski plener połączony z wystawą i sesją, zatyłowany Inside Out/ Outside In. Kilka realizacji miało charakter działań interaktywnych, czyli takich, które wymagały aktywności ze strony odbiorcy (nie widza). Również w przestrzeni miejskiej Radomia odbyła się akcja młodego artysty Macieja Kuraka. Jak już pisałem wczoraj, nie wszystkie realizacje z zakresu tzw. sztuki w miejscach publicznych mają charakter statyczny, jak np. postawienie rzeźby. Wiele z nich to działania, które mają na celu włączanie w swój obszar publiczności, lub też jej aktywizowanie. Polecam stronę Centrum oraz lekturę najnowszego kwartalnika orońskiego oraz wydanego starannie katalogu, będącego dokumentem dorobku artystycznego tego ambitnego projektu. Uczestnicy pleneru zwiedzali zresztą nasze miasto (wśród nich wielu wybitnych już artystów). Mnie, jak to bywa w takich sytuacjach, znowu przypadła rola cicerone, ale przyjąłem ją z prawdziwą przyjemnością. Zresztą współpraca między "Elektrownią" a Orońskiem układa się bardzo dobrze od kilku lat. Artyści zadawali mnóstwo pytań i dzielili się swoimi bardzo dla mnie odkrywczymi obserwacjami.

Podróż do Lublina

W Lublinie na KUL-u uczestniczyłem w corocznej ogólnopolskiej sesji naukowej Stowarzyszenia Historyków Sztuki, w tym roku dwudniowej, poświęconej problematyce miasta. Wygłosiłem też referat o, jakże mogło być inaczej, Radomiu, a konkretnie o jednym z najciekawszych modernistycznych osiedli mieszkaniowych wybudowanych w okresie PRL-u, czyli poczciwym XV-leciu, gdzie spędziłem więcej niż połowę swojego życia. Sami nie wiecie, co posiadacie... Miałem okazję porozmawiać z wybitnymi znawcami przedmiotu, którzy byli bardzo zaskoczeni, pozytywnie oczywiście, że w Radomiu znajduje się tak dobra urbanistyczna i architektoniczna realizacja, klasy europejskiej. Przypuszczam, że większość czytelników jest tym bardzo zaskoczona. Materiały z sesji w druku, nie omieszkam napisać więcej jeszcze o tym wydarzeniu.

W Lublinie uderzyły mnie dwie rzeczy. Pierwsza, nie mogłem sobie odmówić jazdy trolejbusem. Ale zaraz po wejściu do pojazdu, zacząłem tego gorzko żałować. Po prostu, niesamowity smród i brud. Wysiadłem szybko. Okolice dworca PKS. Miałem wrażenie, że znalazłem się na placu dworcowym w Radomiu. Podobne budy, handel tandetą, brud.

A teraz o bardzo pozytywnej rzeczy. Z zazdrością spacerowałem po odnowionej starówce. Był wieczór, mnóstwo ludzi, knajpki, kluby, kawiarnie, restauracje, imprezy... Pamiętam swój spacer po tej okolicy ponad trzydzieści lat temu z lubelskimi znajomymi. Przemykaliśmy szybko, wsród prawie ruin, mijając po drodze pijanych tubylców. Mam nadzieję, że doczekamy się wreszcie podobnego, dobrego charakteru i klimatu w naszym Mieście Kazimierzowskim.

Podróż do Wrocławia

Przyznaję, lubię to miasto i znam je dość dobrze. Spędziłem w nim prawie rok, niestety ostatnio bywam coraz rzadziej. Lubię rozmach i świetną architekturę. Lubię kosmopolityczny, europejski klimat tego miasta. Wrocław to dzisiaj miasto dynamicznie się rozwijające. I znowu, jak w Lublinie sesja, też na Uniwersytecie, pracowite, choć męczące dwa dni. I znowu wygłosiłem referat, ku zaskoczeniu wrocławian o wrocławskim twórcy i wrocławskiej architekturze (bardzo dobrze przyjęty). Referaty, dyskusje, rozmowy, polemiki, wymiana doświadczeń i wizytówek, wreszcie spotkania, jakże krótkie, ze starymi znajomymi, ciągłe zerkanie na zegarek. Tuż przed wyjazdem krótki spacer po Rynku i okolicach. Świetna architektura, i ta średniowieczna, i ta modernistyczna. Bardzo wysoki poziom zabudowy plombowej. Szlachetne materiały. Staranne wykończenie. Czysto, mnóstwo ludzi. Mnóstwo życiowej energii. Wrocław nie śpi.

Nie tak dawno wracałem Żeromskiego po zaledwie 21. Minąłęm po drodze kilku przechodniów. Pusto wszędzie, głucho wszędzie. Co to będzie?

Podróż do Nowego Sącza

I znów dwa pracowite dni, męczące, ale dostarczające wiele satysfakcji. tym razem sesja o nieco już dzisiaj, niesłusznie zapominanym, czy też pomijanym Włdysławie Hasiorze. Urodził się właśnie w tym mieście. Z Radomia spotkałem Mietka Szewczuka - kierownika Muzeum Sztuki Wspólczesnej w Radomiu - który ostatnio, ku memu niekłamanemu zdziwieniu (czytaj artykuł w Gazecie Wyborczej - http://radom.gazeta.pl/radom/1,35219,8991637,Apel_do_mlodych__budujmy_spoleczenstwo_obywatelskie.html) wystąpił w roli specjalisty od aktywizacji młodzieży.

I znów referaty, dyskusje (przyznaję, liczyłem, że moje wystąpienie spotka się z żywszym oddżwiękiem, publiczości wiele, ale drętwawa), rozmowy, spotkania i pogawędki ze znajomymi, miła i jakże ciekawa rozmowa z profesorem Leszkiem Mądzikiem.  Zaprosiłem profesora do Radomia, obiecał, że przyjedzie. Wieczorny pokaz w plenerze - palenie Hasiorowych sztandarów (oczywiście, nie oryginałów), bardzo widowiskowy.

Obrady miały miejsce w domu kultury Sokół, przedwojennej budowli, starannie wyremontowanej, do której dobudowano nowoczesny pawilon, w którym odbył się wernisaż wystawy Hasiora. Z zazdrością spoglądałem na nowy/stary budynek. W Radomiu niestety, ciasno, ciasno, obskurnie, niefunkcjonalnie, bardzo prowincjonalnie. Niestety, nie mamy żadnego,  obiektu kulturalnego tego typu. Resursa jest przy Sokole ubogim krewnym. Niestety, to są wieloletnie zaniedbania. Świat i Polska zaczynają Radomiowi uciekać bardzo szybko.

Nowy Sącz, jak zwykle, urokliwy. Czysto, ulice odśnieżone. Domy w centrum odnowione. Prowincja, ale z ambicjami. Miasto szybko się rozwija. I stawia nie tylko na turystykę - czy pamiętacie słynny warszawski neon: Zwiedzajcie Ziemię Nowosądecką?

Czyż podróże nie kształcą?

A już jutro - omówienie raportu pwc o kondycji polskich miast. Będzie ciekawie.

wtorek, 25 stycznia 2011
Podróże kształcą cd.

Dzisiaj krótko o mojej drugiej podróży do Kielc. Tamtejsze Design Centrum Kielce - nowa instytucja, która niebawem przeprowadzi się do własnej, teraz remontowanej siedziby w dawnym więzieniu - zorganizowało dwudniową, bardzo interesującą konferencję pt. Rozprzestrzenianie. Sztuka w przestrzeni miejskiej, poświęconą głównie obecności designu, albo jak kto woli dizajnu, oraz sztuki w przestrzeniach publicznych.

Jak czytamy w programie konferencji:

Celem Konferencji jest zainicjowanie w Kielcach dyskusji na temat współczesnych problemów i pojęć związanych z kształtowaniem przestrzeni publicznej oraz przytoczenie przykładów rozwiązań prawnych regulujących takie działania w innych miastach.

Zagadnieniem kluczowym dwudniowego spotkania będą także sposoby wykorzystania naturalnego potencjału miejsca, który to potencjał rozumiemy jako specyficzny kontekst historyczny, położenie geograficzne, ukształtowanie krajobrazowe itd. W centrum dyskusji znajdą się również kwestie partycypacji społecznej, aktywizmu i animacji lokalnej społeczności oraz tworzenie wspólnot. Rozważenie tych zagadnień pozwoli nam na wypracowanie narzędzi niezbędnych do zainteresowania mieszkańców Kielc aktywnym uczestnictwem w zachodzących zmianach.

Na konferencję przyjechało mnóstwo osób z całej Polski - artyści, designerzy, architekci, animatorzy kultury, pasjonaci, a przede wszystki urzędnicy municypalni odpowiedzialni za kreowanie przestrzeni publicznej w swoich miastach. Przedstawiono wiele ciekawych referatów i pokazów ilustrowanych slajdami, które ujawniały różne strategie, zarówno artystyczne, ale także  marketingowe (chodzi oczywiście o tzw. marketing miejsc). Konferencja była doskonałą płaszczyzną do wymiany poglądów i doświadczeń. były dyskusje, miejscami bardzo gorące. Sam też kilkakrotnie zabierałem głos.

Wnioski z konferencji płyną jane i proste - dzisiaj miasto, które pragnie się rozwijać, musi przykładać olbrzymią wagę do realizacji swojej szeroko rozumianej strategii promocji. Tutaj nie ma już miejsca, o czym świadczą chociażby przykłady dynamicznie rozwijającego się Wrocławia, na działania chaotyczne i prowizoryczne. Design miejski (w szerokim rozumieniu to np. tzw. meble miejskie - przystanki, kioski, kosze na śmieci, latarnie itp, ale także np. nawierzchnia np. kostka), jak również sztuka w przestrzeni urbanistycznej to ważne elementy nie tylko kreowania wizerunku miasta, element jego promocji, ale również  ważne czynniki humanizowania miejskiego obszaru publicznego.

Ku mojemu zdziwieniu, wśród licznych gości nie widziałem nikogo z Radomia, poza dwuosobową reprezentacją  Wydziału Sztuki w osobach prof. Olszewskiego i dra Jelonka. Czyżby jednak ktoś był z radomskiego urzędu, a został przeze mnie pominięty? Jeśłi tak, to przepraszam, jeśłi nie, to tylko krótko mogę skwitować sytuację: wielka szkoda. Szkoda, bo tracimy możność, jako miasto, włączenia się w tę arcyważną dzisiaj debatę o charakterze ogólnopolskim. Mam nadzieję, że sytuacje, kiedy odpowiedzialni urzęnicy nie wykazują zainteresowania tym co się dzieje poza ich pokojem, będą należeć do przeszłości. Niestety, po raz kolejny, Radom traci szansę na nawiązanie dobrych kontaktów i oczywiście współpracy z najlepszymi. Zachęcam do większej aktywności i budowania sieci kontaktów. Networking dzisaj to potęga! I jak niewiele kosztuje...

Ale żeby nie pozostawać w minorowym nastroju, to tylko przypomnę o "Ścieżce Chopina" - radomskim projekcie, zrealizowanym dzięki uzyskanemu przez "Elektrownię" grantowi z Ministerstwa Kultury. Autorem realizacji był Grzegorz Rogala. Na pewno wielu czytelników pamięta słynną lunetę, ustawioną na Placu Konstytucji i "klawiaturę" na dworcu PKP. Ludzie przechodząc przez nią uruchamiali fotokomórkę, a ta z kolei nagranie utworu wielkiego kompozytora. Od dworca do lunety prowadziła ścieżka z białych nutek, namalowanych na chodniku sprayem.

W tym roku w lecie "Elektrownia" zrealizuje też część dużego projektu pt. Art in Public Space, do którego zostało zaproszonych wielu artystów, również zagranicznych. Być może uda się też zrealizować pomysł Joanny Rajkowskiej, artystki znanej w Polsce i na świecie z realizacji w przestrzeni publicznej, przypomnę tylko, że jest autorką tak głośnych i w swoim czasie kontrowersyjnych warszawskich dzieł, jak  palma na rondzie de Gaulle'a, czy tzw. dotleniacz na Placu Grzybowskim.

Autorkę gościliśmy w tamtym roku kilka dni. Przyjechała na tzw. research, czyli rozpoznanie miejsca. Codziennie kilka godzin spacerowała po mieście, rozmawiała z mieszkańcami. Czasami towarzyszyłem jej w tych spacerach jako miejscowy "cicerone". Mówiłem o historii miejsc, ulic, budynków, niekiedy konkretnych postaci. Chciała poznać radomskie genius loci. Mam nadzieję, że i w naszym mieście powstanie jej realizacja.

A już jutro, dokończę relację z pozostałych podróży, wkrótce omówienie raportu pwc o kondycji największych polskich miast i ... niespodzianka.

21:40, radom-21
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 stycznia 2011
Podróże kształcą

Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku!

Zaraz na początku muszę się usprawiedliwić przed moimi wiernymi Czytelnikami za długą nieobecność w radomskiej blogosferze. Złożyło się na to kilka przyczyn, a głównie spiętrzenie wielu spraw zawodowych i prywatnych na przełomie roku.

Ale powracam. Tematów wartych omówienia i pogłębionej analizy jest mnóstwo. Ostatnio w Radomiu nie schodzi z pierwszych stron gazet planowana reorganizacja kilku radomskich szkół średnich. Sprawa wywołuje gorące emocje.

Dzisiaj chciałbym podzielić się z czytelnikami refleksjami, a przede wszystkim obserwacjami z podróży, jakich wiele odbyłem w ostanich miesiącach minionego roku. Byłem w różnych miastach Polski, wielkich, średnich i małych. Starałem się podpatrzyć konkretne rozwiązania zastosowane w tych miejscach i porównać je per analogiam z naszym miastem. Czasami były to sprawy poważne, jak np, rewitalizacja, komunikacja, jakość życia, plany rozwoju, a czasami dosyć błahe, z pozoru, jak np. czystość lub jej brak na ulicach.

Wnioski przedstawiam poniżej. Warto też chyba zastanowić się, jak można dobre doświadczenia przeszczepić na nieurodzajny radomski grunt. I jeszcze jedna sprawa, otóż ukazał się bardzo ważny i diagnostyczny raport o dużych miastach polskich, ich kondycji, problemach i perspektywach rozwojowych, napisany przez renomowaną firmę pwc. Do tegoż raportu, a właściwie jego fragmentów publikowanych w "Gazecie Wyborczej", odniosę się już wkrótce. Zapeniam, lektura będzie bardzo interesująca.

Podróże pierwsze, czyli 2 x Kielce

Pierwsza podróż, służbowa, oficjalna. Instytucja, w jakiej pracuję, czyli "Elektrownia" , otrzymała zaproszenie na uroczystość 10-lecia Instytutu Sztuki, zaprzyjażnionego z nami, w Kielcach, na tamtejszym uniwersytecie. Uroczystość, jak to uroczystość, przemowy, gratulacje, odznaczenia, dyplomy. Z Radomia była też delegacja z Wydziału Sztuki PR, z dziekanem prof. Olszewskim na czele.  Zwróciłem natomiast uwagę na jedną rzecz. Wszyscy zaproszeni oficjele, z różnych opcji politycznych, mówili jednym głosem o przyszłości tej kieleckiej uczelni, co skrótowo wyraziła Pani Rektor: zrobimy wszystko, aby w jak najkrótszym czasie przekształcić uczelnię w "pełny" uniwersytet. Dla uspokojenia emocji radomian, dodam, że w dotychczasowym kształcie jest on "przymiotnikowy".

Zrobiło mi się dziwnie przykro. I wcale nie dlatego, że zazdroszczę Kielcom Uniwersytetu. Niestety, nie wyobrażam sobie, aby w Radomiu miejscowa klasa polityczna mogła osiągnąć takie porozumienie w jakiejkolwiek strategicznej dla miasta sprawie. A Radom ma chyba więcej trudnych problemów do rozwiązania niż Kielce... Powinni się zatem nasi politycy uczyć od swoich kieleckich kolegów skutecznego działania, lobbingu, a nie zachowywać często jak rozkapryszone dzieci, pozostawione na chwilę bez opieki...

I jeszcze na otarcie łez... W Kielcach Instytut, a w Radomiu Wydział Sztuki. Jeszcze Radom w tej szlachetnej rywalizacji prowadzi, ale znając skuteczność kielczan jego pozycja jest mocno zagrożona.

W naszym mieście, jak chyba wszystkim wiadomo/nie wiadomo nie ma żadnej samodzielnej państwowej wyższej szkoły o profilu humanistycznym. Jest to ewenement na skalę kraju i chyba Europy.

Wkrótce wrażenia i obserwacje z podróży drugiej do Kielc.

21:33, radom-21
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 grudnia 2010
Wesołych Świąt!

Wszystkim czytelnikom i sympatykom mojego bloga składam życzenia zdrowych, spokojnych i radosnych świąt Bożego Narodzenia.

Romuald K. Bochyński

17:18, radom-21
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2